Aleksandra Pogorzelska

IRONMAN – zmiana myślenia na całe życie.

Mam takie wspomnienie z dzieciństwa: tata, który ma firmę budowlaną, wychodzi rano do pracy – „układa” – jak mawiał – robotę na budowie, załatwia kilka spraw i od godziny 13-14 jest już w domu, robi obiad i ma czas. W dzieciństwie dużo z rodzicami jeździliśmy na wyprawy, wakacje oraz krótkie wyjazdy. Kojarzy mi się ono z dużą ilością czasu wolnego, a jednocześnie ze stabilną sytuacją finansową. Mama zawsze pracowała na etacie. Od zawsze były także pasje – najpierw aktywności takie jak wyprawy do lasu na wycieczkę, potem klasa sportowa z piłką ręczną, następnie triathlon i ja w roli triathlonistki wspierana przy każdej okazji. Pasja nadawała mojemu życiu sens, pomagała w trudnych okresach, wspierała wybory (zawód, mąż), a wreszcie nakreśliła główny kierunek mojego życia. Czy Ty też tak masz, że pasje wspierają Twoje działania? Sprawiają, że życie staje się ciekawe?

Ostatnio spotkałam Klientkę w biznesie, która zastanawiała się nad całkowitą zmianą swojego zawodu, który wybrała z rozsądku. Jest doświadczoną 35 – letnią panią menedżer i zastanawia się, czy nie otworzyć sklepu ze zdrową żywnością? Uważam, że każdy czas jest dobry na realizowanie życia z pasją i satysfakcją. Sama znalazłam swoje docelowe miejsce w życiu koło trzydziestki. Czas nie jest istotny – istotne jest czy potrafisz wykorzystać swoje obecne zasoby, potencjał do zbudowania czegoś innego lub trochę zmienić jego dotychczasowy model? Mało kto z nas lubi rewolucje, czy totalne zmiany. Obawiamy się ich i to jest normalne. Właśnie dlatego pracuję z Klientami nad zmianą, która jest zintegrowana z otoczeniem, możliwościami oraz zasobami Klienta. To sprawia , że Klient ma czas na przemyślenie oraz poukładanie swoich spraw. Przymierzając się do pisania na bloga tygodniami zastanawiałam się, co mogę dać od siebie i czy tak naprawdę powinnam to robić? Potem pomyślałam, że mam wiele historii o których mogłabym opowiadać. Finalnie zdecydowało moje życiowe motto, że świat staje się lepszy wtedy, gdy dzielimy się lub wymieniamy. Dzisiaj z pełną świadomością mogę powiedzieć, że podzielę się z Tobą moją historią w drodze do znalezienia swojego miejsca na ziemi. Przemierzyłam wiele krętych ścieżek, stawiając czoła różnym zdarzeniom i punktom zwrotnym. Zapraszam Ciebie do podróży ze mną przez moje pasje, triathlon, spotkania z ludźmi, a przede wszystkim historie budowania równowagi zawodowo – osobistej. A oto początek tej opowieści:

Jest luty 2016 roku siedzę w fotelu w swoim domu na wsi. Za oknem porywisty wiatr. Mam dziś do zrobienia trening rowerowy – jak zmotywować się, aby wyjść na dwór? Naprawdę dzisiaj mi się nie chce. Chwilę siedzę i moje myśli mimowolnie zaczynają krążyć wokół roku 1994. To wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w telewizji triathlon IRONMAN na Hawajach. Wówczas jakby grom we mnie strzelił. Nagle zapragnęłam poznać tę dyscyplinę sportu, zapragnęłam wystartować na Hawajach.  Tak, tak  w tym roku mija już 21 lat od tamtego młodzieńczego marzenia – a mnie na Hawajach jeszcze nie widzieli J . Natomiast wszystkie gwiazdy temu sprzyjają. Dziś jestem na pewno bliżej tego marzenia niż 21 lat temu.  Ale po kolei… Wszechświat zawsze mi sprzyjał, więc kiedy w 95 roku poznałam  na szkolnych zawodach serdecznego kolegę Krzyśka Wyżlica (triathlonistę) od razu zaciągnęłam się do zespołu. Poznałam wówczas kilkunastu zapalonych pasjonatów triathlonu z trenerem Bodziem Tołwińskim na czele, którzy kochali triathlon miłością szaloną J . Od razu wiedziałam, że ten zespół, ten sport, ten trener, to będzie mój najlepszy życiowy wybór. I tak się stało. Z marzeniem o Hawajach, ze wspierającym zespołem pasjonatów i zerowym talentem do triathlonu rozpoczęłam swoją największą sportową przygodę życia.  Co sprawiało, że ledwo pływając, dobiegając z treningu 20 minut za wszystkimi byłam zdeterminowana trenować jeszcze mocniej? MARZENIE. WIZJA SIEBIE NA IRONMANIE. PRZEKONANIE, ŻE WSZYSTKO JEST MOŻLIWE. Mój trener (notabene najlepszy trener jakiego spotkałam w swojej 20-letniej karierze zawodniczej, zawodowej oraz akademickiej) Bogdan Tołwiński zwykł mawiać: „bardziej niż na Waszych wynikach sportowych, zależy mi byście byli najpierw szczęśliwymi, spełnionymi i dobrymi ludźmi”. I jesteśmy. Trenowanie napędzane MARZENIEM, wzmacniane wynikami, wsparciem ekipy sportowej, trenera i rodziców sprawiło, że zaczęłam myśleć o sobie w kategoriach: mogę wszystko, dam radę, robię rzeczy, które przynoszą mi radość. Już wtedy w pierwszych latach treningu postanowiłam, że będę w życiu robić to, co będzie sprawiało mi największą przyjemność. Na początku był to triathlon, a on uruchomił kolejne pasje życiowe i sprawił, że do dziś mam frajdę rozwijając się na różnych polach życiowych.

Zapraszam Cię na mój kolejny wpis, w którym przeczytasz jak wykorzystałam doświadczenia i umiejętności sportowe do założenia swojego biznesu.