Aleksandra Pogorzelska

Wyjdź z biura do lasu – zmień perspektywę!

Wczoraj wieczorem wróciłam z kolejnej sesji coachingowo-wyjazdowej Z grupą klientów pracowaliśmy w przepięknym miejscu na łonie natury, omawialiśmy strategiczne dla nich sprawy biznesowe, a jednocześnie organizowaliśmy i tworzyliśmy wokół siebie sielską atmosferę. I choć praca wymagała ode mnie uważności, to po raz kolejny sprawiała mi ogromną radość. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że mogę połączyć pracę biznesową z wyjazdem do SPA. Dzisiaj stało się to normą, a wielu moich Klientów zaznacza, że praca w takich warunkach pozwala im przekraczać własne możliwości i w spokoju przyjrzeć się sobie w różnych sytuacjach poza biurową rzeczywistością.

Takie wyjazdy pokazują mi, że we wszystkich nas drzemią wielkie siły i pomysły, tylko czasami potrzebujemy odskoczni lub zmiany otoczenia, by zobaczyć coś (jak mawia mój ulubiony mówca motywacyjny Jacek Walkiewicz) poza strefą naszego codziennego komfortu. Wybitny psycholog Kurt Lewin – twórca teorii zmiany społecznej powiedział, że aby dokonać zmiany jednych sprzyjających warunków, jest konieczna zmiana stałego miejsca naszego działania. Dopiero wówczas mamy szansę na spojrzenie z innej perspektywy.

Pracując biznesowo podczas wyjazdów, pracujemy też z ciałem. Pomiędzy sesjami biznesowymi, podczas których jest potrzebna maksymalna koncentracja, robimy przerwy na mini-treningi, czy inną aktywność fizyczną. Każdy Klient wybiera dla siebie rodzaj aktywności, a ja jako coach po prostu mu towarzyszę. I w tych właśnie momentach doceniam moje umiejętności z AWF i możliwość wypróbowywania wielu sportów J. Zauważyłam, że przeplatając sesje z wysiłkiem fizycznym, czy zabiegami SPA, Klienci szybko się regenerują. Wówczas wracamy do dalszego ciągu sesji, z większą koncentracją i dystansem, gotowi do omawiania kolejnych kluczowych kwestii dla Klientów. Nieraz podczas sesji wyjazdowych zdarzyło się, że Klienci dokonywali dla siebie przełomowych odkryć  właśnie po aktywności fizycznej lub w jej trakcie J. A ja jako ich coach / psycholog biznesu pomagałam „odczepić” od tego emocje i ułożyć w logiczny sposób. Właśnie dlatego często przypominam sobie słowa Kurta Lewina, aby zmienić co jakiś czas środowisko pracy Klienta, tym samym dając mu szansę na zmianę perspektywy. Dlaczego? Pracując w miejscu pracy Klienta mamy do czynienia z powtarzalnymi dla niego schematami funkcjonowania. Na comiesięcznych sesjach obserwuję, że Klienci siadają nawet na tych samych miejscach przy stole. Warto wprowadzić podczas sesji zmianę, zaproponować nowy sposób otwarcia spotkania i podsumowania, czy poprosić o zmianę miejsc. Ja robię to zawsze, gdy zauważam wkradającą się rutynę w naszej pracy. Jestem umówiona z większością Klientów, że co jakiś czas zmieniamy warunki pracy. W szczególności wtedy, kiedy czują, że są pod ścianą i drepczą w miejscu.

Przypomina mi się sesja wyjazdowa sprzed wielu lat z zarządem pewnej firmy. Prezes oznajmił mi, że dzieje się źle jeśli chodzi o komunikację i że koniecznie trzeba coś z tym zrobić. A że Klienci byli zapalonymi górskimi piechurami, to jako obszar naszej wycieczki wybraliśmy góry. 5-dniowa wyprawa podczas której nie brakowało przygód, a często w sytuacjach kryzysowych nie można było znaleźć rozwiązania na dalsze działanie. Ileż to kłótni i nieporozumień przeżył mój zarząd po drodze. Robiąc tym samym milowe kroki w komunikacji, organizując wspólne posiłki i planując trasy na kolejne dni. Nieraz w trudnych sytuacjach prezes zwalniał swoich współpracowników, obniżał im pensje i ponownie zatrudniałJ. Nagle sześcioro ludzi żyjących na co dzień w sztywnych ramach swojego biznesu, znaleźli się w sytuacji dla nich nieznanej, nowej i często nieprzewidywalnej. Przez 5 dni uczyli się siebie, poznawali swoje reakcje, a bycie ze sobą 24 godziny na dobę pozwoliło im zobaczyć i zaakceptować swoje zalety i wady w pełnym wymiarze. Tu na szlaku rozmawiali o rzeczach na które nigdy wcześniej nie mieli czasu, poruszali tematy które czekały zawsze w kolejce na omówienie, a padając wieczorem z wyczerpania fizycznego czuli satysfakcję z wykonanych zadań. Taka wyprawa łącząca w sobie wysiłek fizyczny, uświadomiła im swoje możliwości i ograniczenia jako ludzi, ale też jako szefów firmy. Pokazała nowe możliwości na tworzenie kultury organizacji oraz zbliżyła ich do siebie. Okazało się, że u fundamentu ich konfliktów, leżały często niedoprecyzowane oczekiwania i inaczej rozumiane cele. Te 5 dób non stop ze sobą pozwoliły im wrócić do istoty ich wspólnego działania w biznesie, do ponownej weryfikacji strategii działania oraz towarzyszących im celów. Kiedy spotkaliśmy się już oficjalnie w sali konferencyjnej po kilku dniach od powrotu z wyprawy – wówczas zaczęła się prawdziwa praca – to był dopiero merytoryczny początek układania na nowo ich spraw organizacyjnych. Mieliśmy już za sobą początek z dobrym startem psychologicznym, z akceptacją siebie, swoich możliwości i słabości. Wielokrotnie wyjeżdżałam z tą firmą na krótkie i długie wyprawy – bo stały się one nieodłącznym elementem kultury ich organizacji, swoistym wentylem bezpieczeństwa, który należy uruchomić, kiedy sprawy stają się zbyt rutynowe, a pomysły zbyt sztywne.

Dlaczego sięgam w pracy w Klientem po elementy sportowe? – bo mam pewność wynikającą z wiedzy, że zrelaksowany organizm, który ma szansę zregenerować siły, obniżyć napięcie oraz zredukować stres za pomocą aktywnosci fizycznej – to w efekcie osoba która rozszerza w ten sposób swoją przestrzeń widzenia własnego biznesu i życia, to ktoś, kto dzięki regeneracji może uzyskać większą i długotrwałą koncentrację na zadaniu lub celu, to wreszcie osoba pozytywne nastawiona do swoich pomysłów i kreatywnie nimi zarządzająca. Kilka lat temu pracowałam dla dyrektora zarządzającego fabryką, który jako cel coachingu ustalił sobie poprawę komunikacji ze swoimi ludźmi w organizacji.Do tej pory miała ona zabarwienia raczej przemocy niż poprawnej komunikacji. W trakcie sesji opowiedział mi jednak o swoim marzeniu, które mieli wspólnie z żoną – wejście w ciągu roku na Kilimandżaro. Niestety kondycja i stan fizyczny Pana Dyrektora pozostawiały bardzo dużo do życzenia. Nadwaga, brak jakiejkolwiek formy, złe nawyki żywieniowe oraz złe parametry fizjologiczne. To wszystko w tamtym momencie wykluczało realizację marzenia. Pan Dyrektor podjął więc decyzję, aby nasza praca zanim skoncentruje się na komunikacji zaczęła się od celu bardziej sportowego, czyli wejścia w ciągu 12 miesięcy o własnych siłach na afrykański szczyt Kilimandżaro. Ustaliliśmy więc cele główne, a następnie zrobiliśmy analizę jego stanu fizycznego. Pan Dyrektor wyznaczył sobie zadania i ruszył do pracy przy moim niewielkim merytoryczno-treningowym wsparciu. I znowu wiedza trenera sportowego i psychologa przydały mi się znakomicie. To były trudne miesiące, kiedy Dyrektor zaczął zmieniać swoje nawyki – znów wówczas pomogła wiedza zaczerpnięta z teorii zmiany społecznej Kurta Lewina o małych krokach w wielkich zmianach. Ustawialiśmy zadania dzieląc je na małe kroki np. zmieniając nawyki żywieniowe z dietetykiem. Pan Dyrektor miał tylko pamiętać,aby wprowadzać akceptowalne dla niego zmiany i czekać aż płynnie wejdą w jego codzienne życie. Nasze sesje comiesięczne były z jednej strony monitorowaniem postępów z zaplanowanych założeń, dyskusją nad zmianami lub wprowadzeniem poprawek, z drugiej strony treningami, podczas których rozmawialiśmy o życiu zawodowym i osobistym oraz zmianach jakie zaczęły zachodzić zarówno w dyrektorze jak i w jego organizacji. Każdego miesiąca kiedy mój Klient robił postępy w treningu, w gubieniu wagi oraz w poprawie zdrowia – nieświadomie zmieniał nastawienie wobec siebie i innych, zmieniał się jego sposób myślenia o ludziach, zwiększała się akceptacja na ich wady oraz poszerzał się horyzont możliwości pracy z nimi na innych warunkach. Paradoksalnie największe zmiany dla organizacji oraz samego dyrektora zachodziły w obszarze związanym z treningiem, a nie podczas typowych sesji coachingowych. Kiedy zrealizował po 12 miesiącach cel i Kilimandżaro zostało zdobyte, ten nowy człowiek był już prawdziwym menedżerem, który potrafił stworzyć przestrzeń do pracy ze swoimi ludźmi. Zaakceptował ich odmienność i słabe strony oraz nauczył się wydobywać z nich zalety. Powiedział mi na koniec naszej współpracy, że cel biznesowy jakim była poprawa komunikacji, sam się zrealizował przy okazji realizacji celu sportowego. Mówiąc krótko: warto wspierać Klienta biznesowego aktywnością fizyczną, to naprawdę otwiera horyzonty.

Lubię pracę z ludźmi oraz przyglądanie się i towarzyszenie im w rozwoju. Klienci wybierają różne rozwiązania dla swoich wyzwań lub celów. Dla mnie najważniejsze jest okazanie im akceptacji na ich metody i rozwiązania. Pisząc ten artykuł, zastanawiałam się co jest najbardziej kluczowym elementem mojej pracy z ludźmi. Sport czy aktywność fizyczna od zawsze były dla mnie narzędziem, które staram się za aprobatą klienta wplatać do naszej współpracy. Dziś bardzo doceniam, iż moja praca to jednocześnie pasja, a sprawy klientów biznesowych każdego dnia poszerzają również moje perspektywy zarówno zawodowe jak i osobiste.

To jak? Kiedy zaproponujesz trening/aktywność fizyczną swojemu Klientowi?